TheWorkshop cafe+cycle Majorka

IMG_6969

The Workshop cafe+cycle... - czyli na rower na Majorkę :)
Moje odwiedziny na Majorce, w królestwie Jakuba Pieniążka i jego żony Vili...

panorama majorka

Zaczęło się od tego, że na początku stycznia Rafał, który na ścianach Workshopu powiesił swoją niesamowitą kolekcję kolarskich plakatów z epoki Wyścigu Pokoju, wspomniał o Majorce.
Powiedział, że Kuba ma tam fajną miejscówkę, w moim klimacie i że muszę polecieć to zobaczyć. Właśnie zaczynały się warszawskie ferie... Rzuciłem więc trochę na odczepnego „dobra, polecę jak wrócę z nart ze Szczyrku”.

szczyrk skret widoczek

I radośnie pojechałem obadać nową infrastrukturę i szusować na Skrzycznem. Kiedyś jednak wyjazd na narty się skończył. Włączyłem telefon, który po 9 dniowym odpoczynku szybko zaczął się nagrzewać... Szybko pomyślałem „ok, trzeba znowu wyjechać, Majorka czeka”.

I jeszcze w niedzielę w nocy kliknąłem bilet na niedzielę za tydzień. Wysłałem Kubie screen kiedy przylecę i zapomniałem o temacie. Skupiając się na tym, żeby bezboleśnie przeżyć 6 dni do wylotu...
Przenosiny sklepu, spinningi, a w sobotę balanga (która zakończyła się pakowaniem na szybko i jazdą do Modlina bez spania)... Czas szybko minął. W małej walizce wylądowały buty z blokami pod „Looki” (w takie pedały wyposażone są Kuby rowery Trek Emonda SL6 2018), kask 0RH+, oksy, bidon, trzy kolarskie koszulki, spodenki i skary Szymonbike.
Przytomnie rzutem na taśmę wrzuciłem jeszcze cieniutką bluzę windstoper 0RH+ i cienkie nogawki. Po wyjeździe wiem, że potówka która nie wpadła do bagażu (chociaż miała) i kamizelka (której całe życie nie doceniam) też by się przydały.

ciuchy majorka

Na Majorce kilka dni było brzydko, mokro. Ale bez łachy, słońce sobie zamówiłem i od niedzieli do czwartku cały pobyt było ładnie. Ostatnie dni stycznia z temperaturą od 10 st rano do 17 w ciągu dnia – tak można żyć! W słońcu, w dolinach i na cafebrake'u można było swobodnie być „na krótko”. Pierwszego dnia, poszwendałem się nóżka za nóżką, oglądając Palmę w okolicy Workshopu. Spałem w hotelu Horizonte. Z okna widziałem Palmę, głównie olbrzymi, ciągnący się kilometrami port. Idealnie gładka ścieżka rowerowa wzdłuż nabrzeża, zaprowadziła mnie na koniec dnia do pizzerii zaprzyjaźnionych Włochów.

IMG_7027

IMG_7045

Miałem wziąć „hawajską z dodatkowym salami” (tak, wiem, kulinarna załamka), nawet od niedawna mają ją w karcie bo Niemcy ciągle męczyli... Szczęśliwie Vili przytomnie zasugerowała ośmiornicę. Myślę... nie jest to „Sowa i przyjaciele” ale niech będzie. I strzał w dziesiątkę! Najlepsza ośmiornica jaką jadłem w życiu! Chyba zresztą, chwilę wcześniej wyciągnęli ją z tej wody która była za murkiem... ;) Dzieciaki zamówiły dużo pizzy... to co się miała zmarnować. Też była bardzo dobra :)

IMG_7030

We wtorek rano szliśmy na rower. Majorka to południe Europy. Znaczy mieszkają tu południowcy. Znaczy maniana i nie ma się co śpieszyć. W końcu na ten rower wyruszyliśmy w południe. I to jest nawet dobra strategia, bo dzięki temu słońce już zdążyło zrobić przyjemne ciepło. Podjazdy można jechać na krótko, albo w rozpiętej bluzie. Kuba na szczęście dla mnie był przeziębiony, także coferide sięgnął imponującego dystansu 30 km, „dookoła Workshopu”. Chociaż przewyższenia było już 800 m. Gdyby nie uboczny efekt spinningów w postaci -5 kg na wadze, to musiałbym się nieźle spocić. A tak to miło, kawka, ciasteczko... :)

IMG_7285

Okolica jest niesamowita, kilometr od Workshopu zaczyna się „Military Hill”. Taka góra, na której hiszpańskie wojsko (a dokładniej jednostka orkiestry wojskowej 😂), ma plac zabaw, nawet coś tam sobie strzelają. Ale nie przeszkadza to udostępnić fantastycznej, krętej drogi na drugą stronę góry. Na odcinku 10 km spotykamy 1-2 auta. Kierowcy na Majorce mają duży szacunek dla kolarzy. Wyprzedzają zachowując odstęp grubo ponad metr, najczęściej po prostu przeciwnym pasem. A jeżeli nie ma miejsca żeby bezpiecznie wyprzedzić, to bez presji, z odstępem, wloką się za nami, aż będzie szerzej.

IMG_7312
Jedno na co warto wziąć poprawkę, to mokry i generalnie miejscami śliski asfalt. Tyle uślizgów co tu na 100 km, nie miałem przez ostatnie dwa sezony. Zdecydowanie lepiej poznawać zakręty, zachowując duży margines, bo nie zawsze widać, że asfalt po nocy jest jeszcze wilgotny. Po rowerze powrót do Workshopu. Drugiego dnia byłem już przeprowadzony do apartamentów dom obok (tak ze 20 metrów :) ). Szybki prysznic, cywilne ciuchy i lunch przygotowany przez Vili. Mimo, że dania są bardzo zdrowe, z dużą ilością warzyw, owoców itd., to są takie pyszne, że ja osobiście na pewno bym się tu utuczył na dłuższą metę ;) Domowa granola, pancake, mexicanegs, itd. można stracić umiar w jedzeniu. Do tego prawdziwa kolarska kawa i piwo – jakże by inaczej – Amstel.

IMG_6966 IMG_7574 IMG_6978

Pallma i cała Majorka ma do zaoferowania wiele atrakcji turystycznych. Na pewno w przyszłości, przyjeżdżając z rodziną, stopniowo je będę odkrywał. Ale póki co, cały czas poza spędzonym na trasie, siedziałem w Workshopie, chłonąc kolarską atmosferę. Co chwilę wpadają tu na kawę i lunch zagraniczni kolarze. Od prosów po wyściganych amatorów. Zaglądają też rezydujący tu na chwilę albo na stałe Polacy. Łączy ich wszystkich jedno, poza pasją do roweru. Uśmiech, wyluzowanie i dystans do świata. Nikt się tu nie denerwuje głupotami i nie napina bez ważnego powodu.

IMG_7069
W środę machnęliśmy odrobinę dłuższą trasę, 50 km, przewyższenia 1100m i fantastyczne widoki na Pallmę. Kuba powiedział, że następnym razem jak przyjadę to już nie będziemy się kręcili dookoła domu. Tylko pojedziemy kawałek dalej liznąć prawdziwe góry :) Podsumowaniem wyjazdu była kolacja, w knajpie która serwuje wedle legendy najlepsze steki na Majorce. Poszliśmy tam z Workshopu na piechotę, przez stare miasto. Zabudowa robi niesamowite wrażenie. Dodatkowo Kuba, mimo że mieszka tu dopiero 5 lat, wie bardzo dużo o mieście i praktycznie cały czas opowiada coś ciekawego o uliczkach i budynkach. Jeżeli go odwiedzicie, warto spróbować namówić go na wieczorny spacer. Dla mnie stał się nieoficjalnym, miejscowym, polskim ambasadorem Majorki.

IMG_7592
Podsumowując... W różnych miejscach na świecie byłem. Również na rowerze. Na Fuercie, Lanzarote, itp. Ale pierwszy raz, znalazłem się w lokalizacji, z tak klimatycznym i funkcjonalnym miejscem jak Workshop. Prowadzonym przez fantastycznych ludzi, których lubisz od pierwszej minuty i czujesz się jakbyś był u siebie. W miejscówce dysponującej niesamowitymi trasami rowerowymi, pełnymi zieleni i pustych, bezpiecznych, równych asfaltów. Gdzie spotykasz głównie takich samych jak ty fanów roweru, uśmiechniętych i pozdrawiających Cię skinieniem głowy.
Tylko 3h lotu z Warszawy, z biletem za 200-500 zł w obie strony (Ryanair). Przed wycieczką, wyjazd na rower na 3-4 dni wydawał mi się fanaberią. 
Że drogo, że męcząca podróż, że w Polsce też się się może trafić ładny dzień... Teraz wiem, że będę tu uciekał, jak tylko będę miał taką możliwość :)))

IMG_7096   

Garść przydatnych informacji:
- przelot Ryanair'em z Modlina – 200 – 500 zł – w zależności od wyprzedzenia z jakim kupujemy bilet
- noclegi od 20-25 euro za osobę. Tu warto zwrócić się do Kuby, bo chętnie pomaga wybrać coś blisko tras rowerowych, w pożądanym przez nas standardzie/koszcie
- rower – Workshop posiada flotę 35 szt. nowiutkich Trek'ów Emonda SL6 na Ultegrze.
Orientacyjne koszty: 85e - 4 dni, 160e – tydzień, 200e – dwa tygodnie.
Przy cenie biletu ok 120e, kosztach walizki, ryzyku uszkodzenia itd., warto bezstresowo wypożyczyć na miejscu. Nie trzeba pożyczać boxa, targać go z lotnisk itd. Bez ryzyka, że nie doleci ;)
- wyżywienie ok. 20-30e dzień na średnim poziomie (lunch kosztuje 7-15e, więcej niż 20 e na osobę już trudno wydać)

Zamawiając u Kuby pakiet (rower+spanie+wyżywienie), w zależności od standardu noclegu od 70 euro za dzień.  Gratis dostajemy towarzystwo trenera-kolarza-mechanika, lokalesa który zna każdy zakręt na trasie (dzięki jeszcze raz za ostrzeżenie na zakręcie wiesz którym „ślisko, bardzo ślisko!”), zna miasto ludzi i klimat. Fantastyczne, pyszne, zdrowe kolarskie jedzenie, od zawsze uśmiechniętej żony Kuby – Vili. I kolarską atmosferę, którą możemy chłonąć pełną piersią. Gdzie indziej wypijesz kawę lub piwo nie tylko z wiekszością polskich PRO, ale też ze Zdenkiem Stybarem, Janem Urlichem i połową światowego protouru?

KONTAKT:
The Workshop cafe+cycle - Jakub Pieniążek
https://www.instagram.com/theworkshopalma/


IMG_7580