Triathlon Energy Mrągowo

Energy Triathlon Mrągowo - mój drugi start i druga sztafeta w sezonie...

Zacznijmy od końca... żeby nie trzymać Was w napięciu!
Siedzicie? Nie? To siadajcie ;)
U-wa-ga!

Pierwszy czas pływania! 14:06 (chociaż na naszego Misia - Piotrka prawie nikt nie stawiał. Łyso wam teraz?? ).

Pierwszy czas roweru! 1:16:44 (#krolrowerow zawsze dobrze wygląda, ale kto by pomyślał, że tak jak dobrze wygląda, to i tak samo dobrze pojedzie?;))

W bieganiu zrobiliśmy czwarty czas: 47:40
Do tego wszystkiego dołóżmy fakt, że nasz team miał najszybsze zmiany (w sumie 1:50), co razem wystarczyło na pierwsze miejsce z czasem 2:20:20!
A bardzo niewiele przed startem wskazywało na tak szczęśliwy rezultat ;)


IMG_3714
 


Zameldowanie w hotelu jeszcze jakoś poszło, pokój był i owszem, nawet ładny. Biuro zawodów piętro niżej, tam numer dali i opaskę zawodniczą też dostałem (zgubiłem 5 sekund później ;)

Do plusów zaliczę jeszcze wolne miejsce na parkingu i wielkie, pyszne śniadanie w hotelu. Nie wiem tylko, czy bardziej wielkie niż pyszne, czy odwrotnie.
Niestety nie mogłem przed startem za bardzo się nawtranżalać.
Podobno nie powinno się… Mówi się na mieście. Może w Malborku sprawdzę, jak startuje się nafutrowanym do oporu ;) ?
I to by było na tyle z plusów i to dodatnich...

Prognoza pogody zakładała: caaaaały słoneczny tydzień, w niedzielę, w dzień startowy burza, a od poniedziałku znowu słońce...
I jak na złość te przepowiednie się sprawdziły. Magików od pogody rozliczy się w swoim czasie…

IMG_3706

Zaczęło lać godzinę przed startem i skończyło chwilę po dekoracji. Przy wstawianiu roweru do strefy, mżawka zamieniła się w ulewę. Legendarne bojówki, buty i kurtka Continentala zamieniły się w mokre szmaty, niegodne monarchy ;)
Dobrze że air-bus ma wodoodporną podłogę!


Ale to jeszcze nic, po tej smutnej misji, której efekt jest już nany (podłoga w busie jeszcze ciągle schnie) nadeszła pora przebrania się na start. Lajtowo... pół godziny zapasu, jeszcze w planie widziałem rozgrzewkę na trenażerze i zapasowym rowerze pod klapą busa - scenariusz idealny - CO TU SIĘ MOGŁO NIE UDAĆ? ;)

No dobra... Parę rzeczy mogło się nie udać.

Gdzie są spodenki?! Czy spodenki mnie słyszą? Gdzie są spodenki?

Szybki skan w głowie i „CSI Mrągowo” możemy kręcić, zagadka rozwiązana.

Spodenki zostały na wieszaku w pokoju hotelowym, skądinąd ładnym... A więc dzida po spodenki. Recepcja, biuro, depozyt, serwis, biuro, recepcja, biuro, depozyt, serwis... są w końcu! Prawdziwy trakt królewski!
Czyli nie trzeba będzie jechać w boardshortach:))) Za to rozgrzewkę szlag trafił, przynajmniej rowerową, bo sobie pobiegałem. Zostało 15 minut do startu.
Na szczęście był plan B (plan B zawsze trzeba mieć, zwłaszcza jak się nie ma pomysłu na plan A), czyli maść rozgrzewająca Muc-Off. Przydała się w tym cholernym deszczu!

I może zaczęlibyśmy odzyskiwać równowagę, feng shui by się nam może i wreszcie zaczęło zgadzać, gdybym jeszcze w którymś momencie nie usiadł tyłkiem na otwartej tubce, wywalając zadem połowę zawartości maści rozgrzewającej...
Szczęśliwie wyrzygało ją na racebooka i nr startowy... ot, trochę się więcej rozgrzałem niż miałem :)))

TJL-MucOff-5

Cześć zawodników poddała się jeszcze przed startem. Szacunek dla tych, którzy zdecydowali się mimo wszystko startować na mokrej trasie i w deszczu.
Udało mi się dotrzeć do strefy 5 minut po starcie pływania, a 10 min przed wyjściem z wody naszego pływaka, Piotrka.
Teraz już tylko krótka odprawa z biegaczem Sebastianem i... jest pływak! Wyszedł z wody! Kuźwa, teraz ja!
Przekazanie chipa i w drogę!

Pojechałem wszystko co miałem.
Trasa rowerowa idealna, prawie monotonna, równo i szeroko... fullgas cały czas! Pilnowałem tylko żeby tętno nie spadało poniżej 160hr (u króli zaczyna się wtedy strefa kompensacji :D).

Zgodnie z przewidywaniem mokra pogoda zadziała na moją korzyść, to znaczy ja pojechałem, ile mogłem, ale inni też nie wybitnie, bo mokro, zimno i daleko do domu ;)

Rower Ceepo Venom - rewelacja!! Na fabrycznych gratach udało się go całkiem nieźle sfitować. Do tego kask semi-aero Bontrager Balista i oksy POC - bardzo dobry zestaw, nie ma się do czego przyczepić.

IMG_3697

Na pierwszym nawrocie szybko się zorientowałem, że prawie nikt mnie nie dochodzi, więc cisnę dalej i mocniej! Trasa dobra (mówiłem już), równa (mówiłem?), prosta (chyba nie wspominałem), więc jadę jak po swoje!
WTEM!

15-ty może kilometr... Lewy but ma luz na bloku... W sumie zawsze miał... Ale nie aż taki!!

Szybkie sprawdzenie (przy tej prędkości naprawdę szybkie) i już wszystko wiem... blok się odkręcił!
A że rower był przygotowywany z odpowiednim wyprzedzeniem, czyli cały dzień wcześniej, to wziąłem prewencyjnie na trasę multitoola. Przydał się;)
Przykręcanie bloku zajęło mi ledwo 10-15 sekund.

Dobrze, że wyszło tylko to ;) Mogło wyjść więcej! Po tych przygodach na kolejnym nawrocie z pewnym zaskoczeniem, ale i z satysfakcją stwierdzam, że znajomi mnie nie dochodzą!

Za to plecy eksplodują bólem wywołanym nową, czasową pozycją. Ale to tylko 45 km (Gassy i z powrotem;)), trzeba wytrzymać. Dziękowałem w myślach całej ekipie Artis Club za treningi ogólnorozwojowe - tylko dzięki nim dojechałem w pozycji aero.
Finiszowe kilometry zrobiłem w trupa, w końcu bieganie tłukł ktoś inny, ja już nic nie musiałem;)
I tak oto nasza wesoła sztafeta z łapanki (brawo Piotrek, brawo Sebastian! wykręciła całkiem porządny czas, zajmując pierwsze miejsce, urywając przy tym 10 minut przewagi nad drugim miejscem.

IMG_3767

To miły akcent, przed "ćwiartką" do zrobienia w Malborku. Tam to dopiero będzie bolało…

Podsumowując - bardzo fajna impreza mimo deszczu, dobra organizacja i atmosfera, świetna trasa rowerowa. I jak zawsze mnóstwo pozytywnie zakręconych znajomych. Zawsze świetnie Was spotkać!

P.S. W drodze powrotnej zaczęło się przejaśniać. Droga do domu już była słoneczna, z małym przystankiem na najlepsze na świecie lody w Pieckach ;)
Nikt nie uwierzyłby w jakieś deszcze niespokojne na starcie...

IMG_3763